„Jeśli waszmość boli główka, jedź na łowy do Czyżkówka”

legenda czyżkówko

Bydgoski gródek, na którym panował mądry kasztelan, był już wprawdzie spory, ale przedmieścia rozrzucone przy głównych traktach do Wyszogrodu, Torunia, Nakła i Koronowa – niewielkie. Ot, po kilka sadyb jakby bojaźliwie wtulonych w trudne do przebycia bory a mokradła.
Przy koronowskiej drodze, blisko godzinę od grodu, przycupnęło kilka chałup, z których najokazalsza należała do kowala. Z daleka widać było kuźnię zawsze otwartą i bielone ściany chaty. Nie tylko miejscowi zajeżdżali tu po pomoc.
    Ranek tego dnia zastał kowala na nogach.
    - Gospodarzu okujcie mi konia, bo podkowę zgubił, a droga do Koronowa mi pilna.
    Kowal zobaczył przed sobą młodego rycerza na koniu bułanym, w lekkiej zbroi.
Rad był i z tej wizyty, i nieoczekiwanego zajęcia.
    - Migiem się sprawię – rzekł więc i do dzieła przystąpił.
    Tymczasem młody rycerz po obejściu się rozglądał. Od razu w oczy wpadła mu dziewczyna urody niepospolitej, z włosami jak len opadającymi na ramiona, coś gaworząca z czyżykiem zamkniętym w klatce.
    - A wypada to tak więzić ptaszka? – zagadał do dziewczyny.
    Ta zmieszała się tylko przez chwilę. Zaraz potem otworzyła drzwiczki klatki i szepnęła do ptaszka:
    - Uciekaj, jeśli ci ze mną źle.
    O dziwo, czyżyk wyleciał na wolność tylko na moment, by zaraz powrócić do klatki coś wesołego szczebiocząc. Młodzian ujęty dobrocią panny chciał jeszcze coś mówić, ale koń był już gotowy do drogi. Spojrzał więc tylko bez słowa w błękitne oczy dziewczyny, skłonił się i odszedł. Ale ciekawość o śliczną nieznajomą paliła go straszna. Dosiadając więc wierzchowca, zapytał kowala:
    - Wasza to córa?
    - Nie panie. To dziecko możnego pana, który poległ z rąk wroga niedaleko stąd. Myśmy przyjęli sierotę.
    Rycerz odjechał zniewolony urodą panny. Tęsknił okrutnie do błękitów jej oczu i srebrnego głosiku, ale rozliczne obowiązki nie pozwoliły się do niej wyrwać. Więc tylko wiernego sługę od czasu do czasu posyłał, by się ustnie przypomnieć. Dziewczyna jednako pozdrowienia przyjmowała z wdzięcznością. Aż młodzian postanowił napisać do niej list o swoim uczuciu. Nic to, że nie znał ani imienia, ani adresu. Zaadresował „Czyżkówko” i list polecił pannie dyskretnie doręczyć. Ba, ale sługa choć wierny, czytać nie umiał. Pismo do kasztelana pomylił z pismem do panny.
    - Jaśnie Panie – zaufany pisarz wyraził swoją opinię – jest tu pismo adresowane chyba do kogoś innego? Kpiny jakoweś czy co?
    - Otwieraj! - kasztelan był ciekaw, co też ów dziwny list może znaczyć.
    - No, to jasne – zaśmiał się kasztelan – sługa listy pomylił. Trzeba zatem błąd naprawić.
    Z odnalezieniem miejscowości kłopotów nie było, wszak kowal był tu jedyny wokół grodu. Tak to miejscowość Czyżkówkiem nazwano. Pan kasztelan zaś wychowankę kowala, córkę znanego rodu, dał za żonę młodemu rycerzowi. Chętnie też bywał na Czyżkówku. Mawiał wtedy: „Jeśli waszmość boli główka, jedź na łowy do Czyżkówka”.

Opr. Jerzy Derenda

Źródło:
Bydgoskie legendy i przypowieści. Towarzystwo Miłośników Miasta Bydgoszczy. Bydgoszcz 2013. ISBN 978-83-934474-2-8.

 

POWRÓT